Start » Giełda

Politycy robią inwestorów w balona

2 czerwca 2008 1 989 views komentarze: brak
Kolejna ekipa rządowa kpi z inwestorów giełdowych. Scenariusz jest zawsze ten sam. Najpierw obietnica zniesienia podatku giełdowego. Później powolne wycofywanie się rakiem z tego pomysłu. Aż w końcu przychodzi nowa ekipa. I znów to samo.
Andrzej Stec, spekulancik.pl

A oto dowody:

13 listopad 2007r., Waldemar Pawlak, wówczas szef PSL
„Chcemy znieść podatek Belki. Można zrobić to jeszcze w tym roku, by obowiązywało to już przy rozliczeniu za 2008 rok”

22 październik 2007r. – Zbigniew Chlebowski, szef klubu PO
 „Likwidacja podatku od zysków kapitałowych i podatku od zysku z oszczędności to dwa obciążenia, które na pewno znikną w tej czteroletniej kadencji”.
26 październik 2007r.
„W przeciwieństwie do poprzedników będziemy w tym bardzo konsekwentni”

Minęło kilka dni, tygodni, miesięcy i …

26 maja 2008r. – Jacek Rostowski, minister finansów
„Jeżeli przyjmujemy zasadę liniowości, to nie może być mowy, że jedni płacą 19 proc. podatku, a inni, najbogatsi, zero procent.”

25 luty 2008r. – Donald Tusk, premier
„Chciałbym znieść ten podatek. Chciałbym, żeby w Polsce podatki były jak najprostsze, jak najniższe, ale chcę też móc powiedzieć nauczycielom, że za rok także czeka ich podwyżka”

Rząd PiS wcale nie był pod tym względem lepszy.

Jesień 2005 – Kazimierz Marcinkiewicz, premier
„Już w 2006 roku zniesiemy podatek od zysków kapitałowych.”

I później:

5 kwietnia 2007 r. – Zyta Gilowska, minister finansów
„Na 2008 rok żadnych obietnic już złożyć nie możemy. (…) Na razie wszystko wskazuje, że może nas być na to stać, wtedy pomyślimy o likwidacji tego podatku, ale dopiero w 2009 roku, nie wcześniej”

Co ciekawe, w lutym tego roku PiS-owi nie przeszkodziło wezwać rząd Donalda Tuska do wywiązania się z obietnic wyborczych. Zaproponował nawet ustawę znosząca podatek giełdowy, ale Konwent Seniorów odrzucił wniosek o włączenie jej do porządku dziennego głosowania.

I co tu się dziwić. Inwestorzy znów zostali zrobieni w trąbę przez polityków. W tym miejscu przypomina mi się pewne zdarzenie sprzed lat. Trwała kampania wyborcza na fotel prezydenta Warszawy. Pewien kandydat chodził po stołecznym rynku i wszystkim coś obiecywał. Mnie zaintrygowała rozmowa z kierowcą, któremu obiecano obniżenie cen ubezpieczeń komunikacyjnych. Zadzwoniłem do ministerstwa skarbu z pytaniem, czy to możliwe, aby prezydent Warszawy mógł wpływać na ceny polis, chociażby ustalane przez państwowy PZU. Od wysoko postawionego polityka usłyszałem wówczas ciekawe wyjaśnienie: – No wiem Pan, Panie redaktorze. To taka kiełbasa wyborcza. Trzeba ludziom mówić to, co chcą usłyszeć. Tylko broń Boże, proszę mnie nie cytować.

12345 (Ten artykuł nie ma jeszcze oceny)
Loading...